Autor: Stanisław Wielikowsky
Tłumaczenie: Alicja Motyka
PROBLEM UKRAIŃSKIEJ DEMOKRACJI
Głównym i najważniejszym tematem wyborów prezydenckich 2010 na Ukrainie jest demokracja.
Czy uda się zachować całkiem realne osiągnięcia demokratyczne Rewolucji Pomarańczowej w warunkach, kiedy obydwoje faworytów wyścigu prezydenckiego mogą uważać się za kogokolwiek, ale nie za demokratów? Oto, czemu narodziło się to pytanie.
FORMUŁA DEMOKRACJI
Jak pokazuje doświadczenie najnowszej historii, Wiktor Janukowycz i Julia Tymoszenko mają podobny stosunek do demokracji i swobód obywatelskich. Ich postawę można krótko sformułować:Demokracja i swobody – to dobrze, gdy jesteśmy w opozycji i źle, kiedy rządzimy.
Taką formułą, w większości, lubią posługiwać się wszyscy klasyczni i profesjonalni postradzieccy „demokraci”. Dlatego nazwiemy ją, dla wygody, formułą postradzieckiej demokracji, FPD.
I dla Janukowycza, i dla Tymoszenko demokracja jest warunkiem koniecznym dla przejęcia władzy, a władza jest instrumentem priorytetowego niszczenia demokracji. Chociaż, jest to zrozumiałe, antydemokratyczne pragnienia і zamiary obydwojga liderów będą, w pewnym wymiarze, wstrzymane przez czynnik Unii Europejskiej, do której Ukraina cały czas będzie podążać bez względu na to, kto zostanie prezydentem.
Jednak nie można powiedzieć, że sukces któregoś z faworytów wyborów 2010 będzie miało dla ukraińskiej demokracji jednakowe skutki.
W przypadku wygranej Julii Tymoszenko najbardziej prawdopodobny scenariusz powyborczych wydarzeń wygląda tak:
- Partia Regionów rozpada się lub przynajmniej zmienia reguły funkcjonowania. Jest to powiązane z pierwotnym koniunkturalnym, więc pozaideologicznym, charakterem PR jako . tworu politycznego, który był de facto dziełem kilku wpływowych grup biznesowych i będącym wciąż pod ich kontrolą. Taka quasi polityczna struktura może normalnie istnieć będąc przy władzy lub oczekując na szybkie jej przejęcie. Nie jest zdolna do długiego oczekiwania na swój czas w szeregach opozycji.
- Wiktor Janukowycz, swego czasu przymusowo mianowany liderem, powoli schodzi ze sceny politycznej. Jego możliwi następcy na miejscu przywódcy politycznego Południa i Wschodu nie będą nastawieni skrajnie negatywnie do władzy ukraińskiej. Wręcz odwrotnie, będą szukać kompromisu i staną się konstruktywną/kierowaną opozycją. W tej kwestii na pewno wykorzystają wzorzec rosyjski.
- Koalicja rządząca powiększy się dzięki deputatom – dezerterom і będzie stabilna. Swoją drogą, odejście Juszczenki z Bankowej zmniejszy ilość wahnięć w Naszej Ukrainie i osłabi antytymoszenkowską opozycję tej frakcji.
- Premierem zostaje osoba w pełni lojalna wobec Julii Tymoszenko.
- Podsumowanie: Julia Tymoszenko de facto zostaje jednocześnie prezydentem i głową rządu Ukrainy.
Tak więc Ukraina otrzyma Julię Tymoszenko z uprawnieniami większymi, niż swego czasu posiadał Leonid Kuczma, w obecności zdolnej do działania opozycji. Przy czym nieznany jest termin – oczywistym jest, że w wyborach kolejnej kadencji Rady Najwyższej prezydent Tymoszenko nie weźmie udziału, bo nie przyniesie jej to żadnych korzyści. Co będzie w takim razie z demokracją i swobodami obywatelskimi – mniej więcej wiadomo (zob. formuła demokracji postradzieckiej).
Sprawa wygląda inaczej, kiedy wybory prezydenckie wygra Janukowycz.
Julia Tymoszenko nie uzna tej porażki i nie zniknie. Istnieją co najmniej dwie przyczyny:
- Tymoszenko, w odróżnieniu od Janukowycza, nie jest politycznym homonkulusem, który powstał dzięki zabiegom socjotechników, a prawdziwym liderem politycznym. Ma realny wpływ na to, co się dzieje w państwie, niezależnie od warunków. Tymoszenko nie raz już to udowodniła.
- Sukces Janukowycza – szczególnie w kontekście odejścia Juszczenki, w krótkim czasie doprowadzi do konsolidacji wokół Tymoszenko tych, którzy nie poprą zwycięzcy czy to ze względów ideologicznych, czy też estetycznych.
Dlatego w wypadku wygranej lidera Partii Regionów, obecna koalicja parlamentarna nie rozpadnie się – ma szanse ugruntować swoją pozycję i przypominać nowemu prezydentowi, że, mówiąc łagodnie, nie ma zbyt wielkich uprawnień.
Przyjście Janukowycza nie będzie oznaczało całkowitej zmiany władzy. To po prostu kolejna przemiana politycznego stylu.
Konstytucja, według której władza i tak należy do parlamentu, w tym momencie przetworzy się z obiektu ciągłej krytyki na przedmiot żarliwej obrony ze strony „koalicji Tymoszenko”.
I nie jest nowością, że Janukowyczowi uda się, na przekór Tymoszenko, przecisnąć kolejne wybory do Rady Najwyższej. Cóż, Juszczenko już próbował w 2008 roku – i co?
Rezultat: Ukraina będzie miała prezydenta z ograniczonymi uprawnieniami i silną opozycją w postaci rządu/większości parlamentarnej.
W takiej sytuacji demokracja i wolność słowa zostaną zachowane, o ile będą one służyć obu stronom.
Wnioski: więcej korzyści ukraińska demokracja wyniesie z wygranej Janukowycza. Nie brzmi to dziwnie po pięciu latach od Pomarańczowej Rewolucji.
Pytanie nieistotne
Inne tematy przedwyborcze przygotowane przez specjalistów różnych sztabów, nie mają znaczenia systemotwórczego. Stwierdzenie, że 17 stycznia i 7 lutego Ukraina dokona cywilizacyjnego wyboru, nie jest prawdą. Taki wybór został już dokonany na początku lat 90. ubiegłego wieku. Przy czym ten wybór został zdeterminowany przez dwa imperia.
Pierwsze – rosyjsko-radzieckie – dokonało samorozwiązania w 1991 roku nie pozostawiając Ukrainie innego wyjścia jak tylko niezależność. Drugie – Unia Europejska , która sformułowała swoje podstawy polityczno-prawne w 1992 roku. Te wydarzenia wytworzyły ogromne pole grawitacyjne, w którym od tego czasu nieodwracalnie funkcjonuje niezależna Ukraina.
I Leonid Krawczuk, i Leonid, wciąż się plątali – chodzili zygzakiem nie mogąc się zdecydować w kwestii tego podstawowego cywilizacyjnego wyboru. Głupi błąd mógł mieć miejsce tylko w 2004 roku w zwrotnym momencie historii. Jednak Pomarańczowa Rewolucja stała się faktem i te wydarzenia nie były dziełem przypadku.
Przyłączenie Ukrainy (w przypadku wygranej Janukowycza) do jakiegoś rosyjskiego euroazjatyckiego projektu, czym straszą obecnie pijarowcy Tymoszenko, jest niemożliwe. Chociażby dlatego, że taki projekt w Rosji nie powstał.
Istnieje banalny projekt surowcowej kleptokracji, charakterystyczny dla krajów trzeciego świata, bogatych w surowce mineralne. Właśnie ten projekt Janukowycza zaczęto wprowadzać w życie w 2004 roku.
Próba włączenia Ukrainy jako część tego projektu wtedy nie powiodła się i to w ramach przepisów prawnych. Po pierwsze: na Ukrainie, w przeciwieństwie do Rosji, nie ma idei cara, która legitymizuje surowcową kleptokrację w sektorze publicznym; po drugie – na Ukrainie nie ma wielkich zapasów złóż mineralnych, które stanowią podstawę reżimu tego typu.
Tak więc bez względu na to, kto zostanie prezydentem, Ukraina nadal będzie podążać w kierunku Unii Europejskiej i NATO.
Innym problemem jest szybkość przemian – znów, bez względu na to, kto będzie nowym prezydentem – będzie ona nieznaczna. Nie tylko dlatego, że Ukraina jest wewnętrznie słabo przygotowana do przyszłego członkostwa, ale głównym powodem jest niechęć państw założycielskich Unii do poszerzenia Wspólnoty Europejskiej w najbliższym czasie. Nie chcą w ten sposób zwiększać zakresu swoich ekonomicznych obowiązków.
A USA za prezydentury Baracka Obamy nie przewiduje szybkiego rozszerzenia NATO, by nie zwiększać swoich militarnych obciążeń. I w tym momencie Ukraina nie ma wpływu na te decyzje.
Poza tym warto zaznaczyć, że tegoroczne wybory prezydenckie na Ukrainie są pierwszymi od 1991 roku, w których przebieg praktycznie nie ingeruje Rosja i jej stanowisko nie ma znaczącego wpływu na ich wynik.
Ogólnie, można skonstatować, że na Ukrainie przebiegają normalne wybory. Żadna ze stron nie ma dużej przewagi nad pozostałymi, a rezultatu nie można przewidzieć do dnia wyborów.
Jest to nawet pożądane, aby takie wybory nie były ostatnimi. Mówiąc wprost, by Ukraina pozostała demokratyczna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz