niedziela, 17 stycznia 2010

"A nam jest wszystko jedno..."

Autor: Ганапольський Матвій 
Tłumaczenie: Anna Wrzosek

Może się wydawać, że właśnie ta żartobliwa fraza, charakteryzuje stosunek Kremla do wyborów na Ukrainie. Na pierwszy rzut oka.

Rzeczywiście, w porównaniu z poprzednimi wyborami, Rosja niby to demonstruje obojętność. Niedorzeczności, gdy na moskiewskich ulicach wisiały plakaty i bilbordy z uśmiechniętym, miło wyglądającym Wiktorem Janukowyczem i apelem, aby głosować właśnie na niego, to już przeszłość. Głównym źródłem ''prania mózgu'' rosyjskiego obywatela jest telewizja państwowa - demonstruje podkreślaną inność:tu pani Tymoszenko, która kokietuje z Putinem,ale jednak podpisuje nową umowę o gazie; tu pan Janukowycz z dobrymi poglądami radzieckimi obiecuje natychmiast poprawić ''antyludowy kurs''.


Pozostałych na ekranie nieomal nie widać. Nie ma sensu zaśmiecać mózgu rosyjskiego obywatela.
Wiadomo, jest jeszcze jeden, ale on jest jak ''zbity lotnik''. To Wiktor Juszczenko. Pokazują go tylko w kontekście doktryny Miedwiediewa: dyplomatyczne stosunki z Ukrainą są, ale dopóki ''ten'' nie pójdzie, my ''go'' blisko nie dostrzegamy. Jednak szczegółowo pokazują wszystko, co może prezentować pana Juszczenko w złym świetle: np, jakakolwiek deklaracja kogokolwiek z ukraińskich deputowanych, że ukraiński prezydent sam się otruł, albo sam sobie zafundował operację plastyczną, żeby pogorszyć wygląd zewnętrzny. To, że on, Juszczenko, nie będzie prezydentem, jest niby jasne samo przez siebie - tak wiele antyludowego uczynił w czasie swojej kadencji, na przykład bronił pojęcia ''wielki głód'', a to jawne antyrosyjskie posunięcie.
Widocznie, takie ''znaki'' są podawane. Premier Putin nieomal jak Fidel Castro, rozmawiając cztery godziny z rosyjskim narodem w audycji na żywo, otrzymał od prowadzącego przygotowane pytania: ''widzowie pytają, dlaczego nie popiera Pan kandydatury Julii Tymoszenko w wyborach prezydenckich na Ukrainie?''. Na co Putin odpowiedział:'' Nie popieram Julii Tymoszenko w wyborach na Ukrainie''. Później padła fraza, że rozmawia z nią jak z premierem sąsiedniego państwa. Ale pierwsza fraza, z wyraźnie zaakcentowaną kropką została zapamiętana. A dla tych, którzy tej repliki nie zrozumieli, ciąg dalszy: ''Ogólnie mamy dobre stosunki z Partią Regionów''. I tutaj rosyjski obywatel przypomina sobie, że w jego kraju jest partia ''Jedyna Rosja”, którą, okazuje się, kieruje Putin, przy tym nie będąc jej członkiem. Także okazuje się, że ta partia ma szczególnie ciepłe stosunki z jakąś partią w sąsiadującym, bliskim państwie. Lubisz Putina - lub tego, kogo on lubi.
Te ''tańce'' naokoło sąsiada, wszystkie niejasne aluzje, demonstrują pewną niejasność:nam jest wszystko jedno, ale jednak lepszy Janukowycz. Przejawia się to jednak nieomal niezauważalnie. Historyczną, czy nie proroczą frazę pana Putina, powiedzianą kiedyś przez niego, że niezależnie który polityk będzie kierował Ukrainą, będzie to polityk proukraiński, kremlowcy przyswoili nie w słowach, a w czynach. I rzeczywiście, który z kandydatów spogląda z zamiłowaniem w stronę Moskwy?
Jaceniuk? Nie, on jest ''czarnym koniem'', jest za młody.
Tymoszenko? Nie rozśmieszaj. Ona na wszystkich tak patrzy.
Janukowycz? A czy nie on jest głównym ''zdrajcą'', który swego czasu obiecał sprawić, aby język rosyjski był drugim językiem państwowym? A przy pierwszej lepszej okazji zapomniał o wszystkich obietnicach.
Nawet podstawowa kwestia, która dręczy nocami rosyjskie władze , a mianowicie wstęp Ukrainy do NATO, pozostaje nieokreślonym. Nikt z kandydatów nie przysięgał, że Ukraina do niego się nie przyłączy. Wszyscy stawiają akcent na referendum, ale kto, jeśli nie rosyjska władza, wie jak przygotowuje się takie referendum. Przy nich nawet nie ma potrzeby masowych wyrzutów, zakręconych głosowań, albo kolejnych afer z nierobami: odpowiednio na kilka tygodni przed przed referendum, częściej pokazywać na ukraińskich ekranach antyreklamę Rosji, np. ''profesjonalnych rosyjskich antyukraińców'': Leontiewa, Puszkowa, Szewczenka, Prochanowa. Rezultat gwarantowany.
Przecież, o dziwo, w dzisiejszych czasach Rosja nie ma kontroli nad Ukrainą. Ukraińska demokracja, choć dzika, unaoczniła klasyczny, politologiczny wykład: polityczny chaos może i sprzyja ekonomicznej korupcji, ale przeszkadza korupcji politycznej. Kiedy dyskredytowani są wszyscy, kiedy w wieczornych talk show politycy obrzucają się nawzajem równomierną warstwą błota, to to co dziwi,podczas wyborów obywatel nastawia się nie na to co kompromitujące, a na swoje upodobania, których wymaga..
Cóż pozostaje Rosji? Czekać i spodziewać się ''ostatniej broni proletariatu'' - rury gazociągowej. Jednak tutaj szantaż, jaki poprawnie nazywany jest przymusem do współpracy, już nie działa: pokrycie gazu wyszło Rosji zbyt drogo - straciła wizerunek i dywersyfikacja szlaków dostarczania gazu ruszyła z miejsca. Można powiedzieć, że Rosja podeszła do ukraińskich wyborów, nie wyznaczając swojej polityki względem zachodniego sąsiada.
Jaki jest strategiczny cel? Doprowadzić do podziału Ukrainy na zachodnią i wschodnią i następnie przyłączenia prorosyjskiego wschodu do Rosji? Te marzenia starych czasów dawno stracono, poza tym, oczywiste jest, że oni – ''wschodniacy'' - choć są rosyjskojęzyczni, to jednak ukraińscy rosyjskojęzyczni. Odczujcie różnicę. Dalej szantażować rurą gazociągową? Polityczne wydatki są zbyt duże i cena za gaz nieomal zrównała się z europejską. Sposobów wywierania nacisku praktycznie nie ma. W tej sytuacji zdawałoby się, można byłoby powrócić do dobrych stosunków sąsiedzkich, ale przeszkadza w tym przede wszystkim Pomarańczowa Rewolucja.
Niech będzie praktycznie zapomniana i dyskredytowana w samej Ukrainie, ale na Kremlu do dziś nie minął szok po spontanicznym ukraińskim zrywie. Wtedy przypuszczano, że także rosyjska młodzież zaraz wyjdzie na ulice. I choć rosyjskie społeczeństwo okazało się obojętniejszym, lekcji nie zapomnieli. I kiedy któryś z liderów Ukrainy przypomina o demokracji i nazywa siebie autorem tych wydarzeń, automatycznie zostaje wpisany na listę rosyjskich nieprzyjaciół. Nieprzypadkowo pan Putin podczas jednej z poprzednich rozmów z obywatelami na pytanie o stosunek do blokady następnej frakcji ukraińskiej Najwyższej Rady kolejnego głosowania, uśmiechając się ironicznie rzucił frazę: ''Wybaw nas Boże od takiej demokracji!..''
Z pewnością to jest najbardziej poprawny punkt orientacyjny ''strategii'' rosyjskiej polityki co do Ukrainy. Chcecie wiedzieć jakie będą stosunki dwóch państw w najbliższej przyszłości? To proste: podstawcie nowego ukraińskiego prezydenta pod frazę rosyjskiego premiera i spójrzcie na kontury, jeżeli się zbiegają, będzie ocieplenie, jeżeli nie - długi czas będzie tak samo jak dotąd. Choć do tego nie trzeba przyzwyczajać się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz